Giżycko- miasto, które ma 400 lat…

O Giżycku pisał już w 1923 roku Mieczysław Orłowicz, autor „Ilustrowanego Przewodnika po Mazurach Pruskich i Warmii“: „Głównym ogniskiem ruchu turystycznego na Mazurach jest położone na przesmyku między jeziorami Mamry i Niegocin miasto Giżycko- Lec (Loetzen)  zwane też Łuczany. (…) Dzięki swemu położeniu między jeziorami nazywają je „Mazurską Bregencją“.”

Jakie jest to liczące ok 30.000 mieszkańców miasteczko dzisiaj? Czy lata swojej świetności ma już za sobą, czy może rozwija się dynamicznie na przekór pesymistom? Z pewnością Giżycko jest najpiękniejszym miastem na Mazurach, co stwierdzam nie jako urodzony Giżycczanin- ale jak sądzę dość bezstronnie -jako przybyły na Mazury kilkanaście lat temu „osadnik“ z Pomorza.

Giżycki-Zamek-rycerzy-krzyżowych
Giżycki-Zamek-Rycerzy-Krzyżowych- stan przed remontem- 2.08.2009

Zjeździwszy na rowerze „pół Mazur” i przy okazji Pomorza i Podlasia widziałem w zasadzie wszystkie mazurskie miasteczka, które można wielkością i znaczeniem porównać z Giżyckiem i które mogę obiektywnie, czy też -jak to jest z miejscem do którego człowiek się przyzwyczaił i które rzeczywiście polubił -trochę subiektywnie- porównać i ocenić. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że żadne z miast mazurskich nie jest tak pięknie położone, nie ma również tak strategicznej lokalizacji jak gród nad Niegocinem. Nie na darmo przecież już w okresie podbojów krzyżackich rycerze zakonni „zwrócili uwagę na potrzebę ufortyfikowania przesmyku między jeziorem Mamry, a Niegocin i wznieśli tu zamek „Loetzenburg” (…)”. Już wtedy zamek kontrolował ruch ze wschodu na zachód i stał się podbudową do powstania osady i dzisiejszego miasta. Wtedy też w światłych umysłach „rycerzy krzyżowych”- którzy jak pisał Jasienica dominowali sprytem, umiejętnościami, obyciem w Europejskiej polityce i jak byśmy dzisiaj powiedzieli „kompetencjami” politycznymi nad polskimi książętami pogrążonymi w wewnętrznych waśniach- powstała idea połączenia jezior mazurskich systemem kanałów- urzeczywistniona wiele wieków później dzięki projektom braci polskich i pieniądzom państwa pruskiego. W tym strategicznym miejscu powstała też w XIX w. za czasów Królestwa Pruskiego największa i najważniejsza twierdza na tych terenach Feste Boyen. Dzisiaj obiekt twierdzy nie jest wykorzystany odpowiednio do swojej rangi i możliwości, a dyskusje i spory dotyczące jego przyszłości toczą się od wielu lat bez żadnych widocznych efektów.

Co składa się zatem na wyjątkową atrakcyjność Giżycka zwanego – i słusznie – Żeglarską Stolicą Polski?

Właśnie to wspaniałe położenie- przecież to miasto leży w zasadzie nad kilkoma jeziorami: trzecim co do wielkości

Port Żeglugi Mazurskiej w Giżycku
Port Żeglugi Mazurskiej w Giżycku- wakacje 5.07.2009

jeziorem na Mazurach – jeziorem Niegocin; nad Kisajnem i do tego nad Tajtami. Giżycko leżąc nad kanałem Łuczańskim kontroluje ten strategiczny szlak wodny, będący jednym z dwóch kanałów przez które trzeba przepłynąć aby znaleźć się w północnej części Wielkich Jezior Mazurskich i dotrzeć do  kompleksu Mamr. Położenie daje zatem Giżycku niezliczoną ilość możliwości realizacji na bazie istniejącej już infrastruktury turystycznej nowych ciekawych pomysłów, które przyciągną turystów na Mazury. A jak wiadomo ten region żyje w zasadzie tylko z turystyki. Niestety nie rozumieją tego wszyscy, a co najgorsze nie rozumieją, lub poświęcają to zrozumienie na ołtarzu doraźnych korzyści materialnych urzędnicy samorządowi. Przytoczę tu niedawną oburzającą wypowiedź wójta gminy Giżycko p. Sierońskiego, który broniąc szkodliwego pomysłu postawienia na Mazurach farm wiatrowych stwierdził, cytuję: „Na Mazurach jest już za dużo turystów”.

Zamek Rycerzy Krzyżowych w Giżycku zimą
Zamek Rycerzy Krzyżowych w Giżycku zimą-15.01.2010

Giżycko, podobnie jak w większość miasteczek Mazur nie ma wielu znaczących zabytków, jednak do najcenniejszych i najciekawszych należy bez wątpienia giżycki zamek. Pozostałość po dawnym Loetzener Burg wzniesiona przez Rycerzy Krzyżowych została w ostatnim czasie szczęśliwie odbudowana i przekształcona w wysokiej klasy obiekt hotelowy. Fakt ten cieszy tym bardziej, że obiektów o takim standardzie i ofercie skierowanej do zamożniejszego turysty nie ma na Mazurach jeszcze wiele. Zamek giżycki niszczał przez wiele lat, zaniedbany popadał coraz bardziej w ruinę, a dopełnieniem nieszczęścia było zawalenie się tylnej ściany budynku wraz z częścią dachu w ostatnim roku przed renowacją. Zamek giżycki ma wymarzone położenie, leży bezpośrednio nad kanałem Łuczańskim, kilkaset metrów od ujścia kanału do jeziora Niegocin, oraz przy innym ciekawym zabytku: moście obrotowym z XIX stulecia.

Miejsce na którym Rycerze Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie wznieśli zamczysko (na zdjęciu widoczne jeszcze resztki- przed obecną renowacją) było prawdopodobnie w czasach pogańskich ufortyfikowane i znajdowało się na nim grodzisko pruskie. Rycerze Krzyżaccy zwykli bowiem zakładać swe zamki na fundamentach pruskich budowli obronnych. Kiedy to dokładnie uczynili, nie wiadomo, wg. jednych w 1285 wg. drugich w 1337 lub 1340. Najprawdopodobniej pierwsza data, to data powstania drewnianej budowli pierwotnego zamku, a druga jego rozbudowy. Miejsce powstania zamku miało ważne znaczenie strategiczne i znajduje się prawie nad samym jeziorem Niegocin (dawniej Loewentinsee). Zamek otrzymał nazwę Loetzen, którą po paru wiekach odziedziczyło i miasto. W czasach Wielkiego Mistrza Winrycha von Kniprode (tego, który jak pisałem powyżej mimo podeszłego wieku przemierzył w łodzi Wielkie Jeziora Mazurskie czyniąc pomiary i od którego wywodzi się idea budowy kanałów łączących Jeziora Mazurskie) zamek odgrywał poważną rolę w łańcuchu twierdz skąd wychodziła agresja przeciw Litwie. W czasach krzyżackich mieszkali w zamku urzędnicy niższego rzędu tzw. Pfleger. Od reformacji zamek stał się siedzibą starostów książęcych. W czasie przekopywania Kanału Giżyckiego 1765-1772 (widocznego we fragmencie ) w zamku mieszkali jego budowniczowie. W 1807 kwaterował w nim generał Dąbrowski. Po II Wojnie Światowej adoptowany na hotel. Obecnie ten najstarszy i najważniejszy zabytek w Giżycku i okolicy który wiele lat znajdował się w stanie ruiny; nie widać tego na zdjęciu, ale tył zamku zapadł się i widniała w nim dziura od dachu do podstawy- jest wysokiej klasy hotelem. Jeszcze przed paru laty mieszkali w nim giżyccy bezdomni, często rozpalający w nim ogniska, a policja często wpadała tam aby sprawdzić, czy przypadkiem któryś z nich nie zaprószył ognia.

Giżycko ma 400 lat, no i co z tego…?

No właśnie, w zasadzie dla miasta raczej nic z tych urodzin nie wynika. Teraz ponarzekam, a może realnie podsumuję. Będą sobie obchody, parę osób weźmie w nich udział, miejscowa władza wykaże się jakąś tam sprawnością organizacyjną, lub też nie; skończą się obchody, a z miasteczka nadal będzie ubywać mieszkańców, więcej niż przybywać. Co świadczy najdobitniej o szansach rozwoju Giżycka

Giżycko nadal nie będzie miało dużej, ogólnopolskiej znanej i wypromowanej imprezy, która rozreklamowałaby markę miasta, bo przecież z całym szacunkiem dla miłośników Szant ale nie jest nią festiwal tej muzyki.   Nadal nie będzie imprezy promującej tak popularną obecnie na całym świecie: turystykę kulinarną—mają takie imprezy w zasadzie wszystkie okoliczne miasta i miasteczka, wspomnijmy tu: święto miodu w Ełku, Festiwal Pogranicza Kartaczewo w Gołdapi, święto mleka w Olecku, Festiwal Kultury łowieckiej w Węgorzewie itp. itd. Miasto nadal będzie pustynią kulturalną bez swojego kina- ma to kino nawet mniejszy ludnościowo Kętrzyn (!), bez rozrywek dla młodych, ale i starszych mieszkańców, którzy mając trochę grosza pragną więcej niż codzienne oglądanie telewizji. Itd. Itp. Można by tych przykładów niestety mnożyć.

 

Obrzućmy kogo trzeba pomidorami- czyli Pomidorina po polsku!

La Tomatina - Pomidorina tak mogłaby wyglądać w Giżycku :)
La Tomatina - Pomidorina po polsku tak mogłaby wyglądać w Giżycku 🙂

Jest takie niewielkie, liczące 10000 mieszkańców miasteczko w Hiszpanii, o nazwie Buñol, w którym raz do roku odbywa się impreza o nazwie La Tomatina przyciągająca rokrocznie setki tysięcy turystów, a mieszkańcy tego miasta po tej imprezie, której kulminacją jest obrzucanie się pomidorami i która trwa tak naprawdę kilka tygodni- bo spece od marketingu wiedzą, że najlepiej jest trzymać turystów jak najdłużej u siebie- mogą żyć spokojnie przez cały rok z tego co zarobią podczas festiwalu!! Stwórzmy zatem w Giżycku naszą Tomatinę, czy Pomidorinę, wszystko jedno jak nazwiemy tą imprezę, byleby była początkiem dynamicznego rozwoju miasta!

 

 

 

Dodaj komentarz